Obrzędy weselne
Wyjazd do kościoła (cerkwi)

W Rzeszowskiem przed wyjazdem do kościoła marszałek wnosił rózgę do izby, chodził z nią dookoła, tańczył i kłaniał się nią gościom. Potem zabierały ją drużki, wsiadały na wóz i wraz z panną młodą jechały do kościoła. U Lasowiaków rózgę wynosił z komory marszałek. Pokazywał ją zebranym, a potem tańczył z młodą, oddając ją kolejno swatom, aż zatańczyła ze wszystkimi.

Jeżeli orszak szedł do kościoła pieszo, rózgę niesiono zaraz za muzykantami. Do zaprzęgu dobierano specjalnie konie ładnie utrzymane i furmanów, którzy potrafili dobrze powozić. Koniom zakładano bogato zdobione uprzęże, ubierano także zielenią wozy. W bogatych weselach orszak liczył nawet do 30 wozów. Na pierwszym wozie jechała kapela, na drugim młoda ze "swaszką" i "drużkami", na pozostałych goście weselni. Młoda jadąc do kościoła musiała stać na wozie. W niektórych wsiach nie mogła spoglądać za siebie, w innych wierzono, że na którą drużkę spojrzała, ta pierwsza wyjdzie za mąż. U Lasowiaków rzucała słomę na drogę. Ile spadło słomy tyle dziewcząt miało wyjść za mąż. "Swaszka" rozrzucała z wozu szyszki i słodycze pomiędzy przygodnych widzów.

Młody i drużbowie jechali wierzchem przy czym popisywali się umiejętnością jazdy. Jeśli kościół był blisko lub wesele było biedne, udawano się pieszo, ale w tym samym porządku tj. z kapelą na czele. Na wozie, którym jechała młoda lub na wozie razem z kapelą wieziono także rózgę. W Budziwoju wiózł ją w pierwszej parze ze starostą, starszy swat jadący wierzchem na czele pozostałych swatów. W weselach, gdzie nie jechano wierzchem przestrzegano by młodzi do ślubu jechali osobno. Jeżeli wesele szło, młoda prosiła każdego napotkanego o błogosławieństwo.

Wiele archaicznych elementów związanych z "drogą" młodej do cerkwi, przetrwało wśród Łemków. Młoda przed wyjściem z domu dostawała szczyptę soli, kostkę cukru i kromkę chleba, co miało zapewnić dostatek przyszłej rodzinie.

Zdejmowała korale, a na piersi za rąbek zakładano jej bochenek chleba. Młody przebierał się w koszulę lnianą uszytą przez młodą.

Przed wyjściem z domu, matka ubierała kożuch futrem do wierzchu, skulona obchodziła młodych trzy razy dookoła i kropiła ich i orszak wodą. Dawniej kropiła ich nie wodą, lecz żytnim barszczem Rodzice młodych nie szli do cerkwi. W cerkwi pod dzwonami młoda kładła na wstążki cienką chusteczkę na znak, że "jest już babą".

Niekiedy wyjście do kościoła nie obywało się bez przeszkód. W Łopuchowej (Ropczyckie) wesele wyruszyło do kościoła, na wóz, którym miała jechać panna młoda, wchodziła kobieta przebrana za czarownicę, w kożuchu wywróconym sierścią do wierzchu i uporczywie przędła kądziel. Gdy orszak wychodził z domu "swacia" okładali ją słomianymi batogami, chcąc zmusić do opuszczenia wozu. Czarownica ustępowała dopiero po otrzymaniu okupu, a uprzędzony motek wieszała z tyłu wozu.

Często występujący w obrzędzie weselnym kożuch, wywrócony runem do wierzchu, miał chronić od uroków, na które uczestnicy wesela byli szczególnie narażeni.

Jeżeli przed orszakiem przebiegł kot czy zając, mogło to sprowadzić nieszczęście na młodą parę. Nieszczęście wróżyło też napotkanie konduktu pogrzebowego. Unikano także drogi, którą niedawno szedł pogrzeb. Wróżyło to bowiem śmierć jednego z małżonków.

 

Posłuchaj audycji . . .

Czary, mary...

Wesele Grodziskie

Lamenty pogrzebowe

O projekcie

Zgromadzony tu materiał urwala ginące dziedzictwo kulturowe Podkarpacia, popularyzuje kulturę ludową oraz zachowuje jej wartości poprzez dokumentowanie i udostępnienie dorobku twórców ludowych.

Zawiera unikatowe nagrania inscenizacji obrzędów związanych z kalendarzem obrzędowym w regionie. Są to zwyczaje w większości już ginące i dzięki realizacji projektu zostaną zachowane dla przyszłych pokoleń.

 

Skontaktuj się z nami