Obrzędy narodzinowe
Chrzest

Po porodzie matka i dziecko byli w sytuacji szczególnej. Nie należeli już do "innego świata", ale nie byli jeszcze włączeni w społeczność ludzką. Dziecko było do chrztu izolowane. Uważano bowiem, że jest szczególnie podatne na uroki i zagrażały mu demony. Matka musiała więc stale przebywać z nim chroniąc je przed tymi niebezpieczeństwami. Sama też przed chrzcinami albo nawet przed wywodem, nie mogła wychodzić poza obręb własnej zagrody. Do wywodu była izolowana i uważana za "nieczystą".

Uważano też, że "stoi jedną nogą w grobie". Była narażona także na niebezpieczeństwa ze strony złych ludzi, którzy mogli jej źle życzyć lub rzucić urok na nią albo na dziecko.

Toteż każdy, kto odwiedzał położnicę, nim wszedł do izby, musiał, na dowód, że nie ma złych zamiarów, kilka razy splunąć przed progiem.

Z chrztem nie zwlekano i najczęściej dzieci chrzczono w pierwszą niedzielę po urodzeniu. Duże znaczenie przywiązywano do wyboru rodziców chrzestnych, zwłaszcza ojców. Powszechnie wierzono, że dziecko przyjmuje ich cechy. Musieli więc być przy chrzcie weseli, żeby dziecko było wesołe. Chętnie w kumy zapraszano bogatych gospodarzy, w sile wieku, zdrowych, gospodarnych. Szczególnie chętnie proszono kowali.

Niektórzy z nich mieli po kilkanaście chrześniaków. W okolicach Rzeszowa do pierwszego dziecka proszono starościnę i drużbę, a do drugiego swaszkę i starostę. Poszukiwanie na chrzestnych ludzi majętnych wynikało z niepisanego prawa, że po śmierci rodziców chrzestni opiekowali się sierotami. Kumowie jeśli nie byli spokrewnieni, byli traktowani jak rodzina, zarówno przez rodziców jak i przez same dzieci. Odmowa przyjęcia kumostwa uważana była za grzech.

Inaczej było w przypadku dzieci nieślubnych, "najduchów". Do chrztu trzymali je "proszalne" dziady, żebracy. Jeżeli w domu często dzieci umierały, w kumy proszono pierwszych napotkanych ludzi, a ci nie mogli odmówić.

Do kościoła udawali się tylko rodzice chrzestni, rodzice dziecka zostawali w domu. Niosąc dziecko nie wolno było spoglądać za siebie, bo dziecko umrze. Śmierć dziecka wróżyło też napotkanie po drodze pogrzebu.

Do chrztu dziecku wkładano w powijaki pieniądze "na szczęście". Przed urokami chroniła je czerwona wstążeczka, która miała odwracać złe spojrzenie.

Jeśli w domu dzieci umierały, "nie darzyły się", wtedy kuma idąc po dziecko nie wchodziła do chaty drzwiami tylko oknem.

Przestrzegano cały szereg rozmaitych praktyk, zakazów i nakazów, które miały wywrzeć wpływ na przyszłe losy dziecka. Do kościoła należało je nieść na prawej ręce, żeby nie było mańkutem. Jasno palące się świece na ołtarzu zapowiadały szczęśliwe życie dla dziecka, gdy płomyki były małe - chorobę, a jeśli któraś świeca zgasła - śmierć dziecka.

Gdy wrócono z kościoła, chrzestni oddawali dziecko matce mówiąc: "Idziemy z kościoła, niesiemy wam anioła".

Po powrocie z kościoła, w zależności od płci dziecka, ojciec rąbał drewno, a matka zamiatała izbę. Te praktyki miały spowodować, że dziecko będzie pracowite. Ale czynność zamiatania mogła być symbolicznym wypędzaniem dusz, które mogły się upomnieć o dziecko. Zakaz zamiatania był bowiem elementem świąt o charakterze zadusznym.

W Woli Raniżowskiej zachował się archaiczny zwyczaj. Wracający z kościoła kładli dziecko pod piecem "żeby było zdrowe jak piec". Była to praktyka z tak zwanej magii naśladowczej, a pierwotnie mogła ona mieć inne znaczenie. Piec był miejscem opiekuńczych duchów domowych i położenie pod nim dziecka, mogło być oddaniem go im w opiekę.

Po powrocie z kościoła na chrzestnych i pozostałych gości czekał poczęstunek. Gościna w zamożnych domach trwała niekiedy kilka dni. Być może był to ślad szerszego niegdyś obrzędu przyjęcia dziecka do rodziny i społeczności. W niektórych łemkowskich wsiach zachował się interesujący, archaiczny zwyczaj.

Zebrani goście tańczyli kolejno z niemowlęciem na ręku. Miało to spowodować, że dziecko będzie w przyszłości lubiło i umiało tańczyć. Pierwotnie mogło w tym zwyczaju chodzić o przyjęcie dziecka do wspólnoty, analogiczne jak po oczepinach w czasie "spuścizny", gdy każdy tańczył z panią młodą.

Uważano, ze ochrzczone dzieci były bezpieczne i nie porywały ich "mamuny".

 

Posłuchaj audycji . . .

Czary, mary...

Wesele Grodziskie

Lamenty pogrzebowe

O projekcie

Zgromadzony tu materiał urwala ginące dziedzictwo kulturowe Podkarpacia, popularyzuje kulturę ludową oraz zachowuje jej wartości poprzez dokumentowanie i udostępnienie dorobku twórców ludowych.

Zawiera unikatowe nagrania inscenizacji obrzędów związanych z kalendarzem obrzędowym w regionie. Są to zwyczaje w większości już ginące i dzięki realizacji projektu zostaną zachowane dla przyszłych pokoleń.

 

Skontaktuj się z nami