Obrzędy narodzinowe
Pierwsza kąpiel

Ważną, rytualną czynnością, była pierwsza kąpiel niemowlęcia. Przygotowywała ją "babka". Niemowlęta kąpano w nieckach, w których zagniatano ciasto na chleb. Do wody wrzucano różne przedmioty, mające zapewnić dziecku zdrowie i dobrą przyszłość. Były to: monety, najchętniej srebrne, żeby dziecko było bogate i zdrowe "jak pieniądz", chłopcu wkładano obcęgi lub młotek, dziewczynce igłę z nitką i nożyczki.
Zdrowie i ochronę przed złymi mocami zapewniał też wywar z ziół święconych w "oktaby". Niecki wyścielano słomą, a na Pogórzu grochowiną, żeby dziecko miało kręcone włosy. Dodawano także do wody liście olchy, żeby dziecko miało śniadą cerę, wosku pszczelego "na urodę" albo nawet kąpano w mleku, na białość i gładkość cery. Przed obmyciem noworodka "babka" czyniła nad wodą znak krzyża.
W okolicach Gorlic jeśli ktoś wszedł do izby w trakcie pierwszej kąpieli dziecka, powinien najpierw spojrzeć w kąt izby, a następnie splunąć, żeby nie rzucić na dziecko uroku.

Po kąpieli owijano dziecku ciasno każdą rączkę i nóżkę oddzielnie, następnie zawijano w chustę i wiązano pasem płótna "krajką". Dziecko było całkowicie unieruchomione.

Wodę z kąpieli wylewano przeważnie pod płot lub pod drzewo, najlepiej jabłoń lub gruszę. Oba te drzewa w tradycji ludowej miały znaczenie drzew obdarzonych sacrum.

Często występują w tekstach kolęd i legendach. Jeśli dziecko urodziło się w nocy i wtedy je kąpano, wodę wylewano dopiero po wschodzie słońca. Noc była bowiem uważana za porę, w której światem rządzą złe moce.

W odróżnieniu od innych regionów, u Lasowiaków wodę wylewano w południe, na drogę, żeby ludzie lubili nowo narodzone dziecko.
Na Łemkowszczyźnie na stole w pobliżu niecki, w której kąpano niemowlę kładziono chleb z wetkniętą weń świeczką, którą jedno z kumów trzymało potem w czasie chrztu

Po kąpieli "babka" podawała dziecko ojcu, a ten ucałowawszy je oddawał matce. Był to symboliczny akt przyjęcia dziecka przez ojca.
Bezpośrednio po porodzie lub po kąpieli "babka" chrzciła dziecko "z wody", zabezpieczając je w ten sposób, by na wypadek śmierci nie stało się "niechrzczeńcem" - demonem, który unosił się w powietrzu wołając "chrztu" albo nawet płanetnikiem sprowadzającym chmury gradowe pustoszące pola.

W Mieleckiem, zaraz po urodzeniu wręczano matce czapkę męża, która miała chronić przed "mamunami". Uważano, że szczególnie w pierwszych dniach życia, dziecko narażone jest na rozmaite niebezpieczeństwa, a zwłaszcza na "uroki". Za dziecko "zauroczone" uważano takie, które płakało, miało bóle albo było mało ruchliwe. W Mieleckiem kołyskę dziecka zauroczonego okadzano dymem z "czartopłocha" czyli dziewięćsiła. Powszechnym sposobem na odczynienie uroków było wrzucanie do naczynia z wodą, trzy razy po trzy węgielki, przy czym za każdym razem robiono nad nimi znak krzyża. Odczyniająca uroki kobieta wymawiała równocześnie zaklęcie: Uroku, uroku, ty nasienie szatana, uciekaj stąd, jeśli jesteś z powietrza idź do powietrza, jeśli z ziemi idź do ziemi.

W przypadku podejrzenia o "przestrach" wlewano do miski z wodą, przez ułożone na niej na krzyż brzozowe patyczki i miotłę, roztopiony wosk z gromnicy. Z kształtów zastygłego wosku odczytywano przyczynę "przestrachu". Potem wodą z miski obmywano dziecko.
Gdy dziecko nie mogło zasnąć, "szukano snu". Szukająca, z każdego kąta izby, zeskrobywała z zamkniętymi oczami odrobinę wapna mówiąc: Dziecko, czego szukasz?

Spania. Zebrane wapno podkładała pod prześcieradło lub poduszkę dziecka. Zamiast wapna zbierano też śmiecie z kątów izby i zamiatano je pod kołyskę.

 

Posłuchaj audycji . . .

Czary, mary...

Wesele Grodziskie

Lamenty pogrzebowe

O projekcie

Zgromadzony tu materiał urwala ginące dziedzictwo kulturowe Podkarpacia, popularyzuje kulturę ludową oraz zachowuje jej wartości poprzez dokumentowanie i udostępnienie dorobku twórców ludowych.

Zawiera unikatowe nagrania inscenizacji obrzędów związanych z kalendarzem obrzędowym w regionie. Są to zwyczaje w większości już ginące i dzięki realizacji projektu zostaną zachowane dla przyszłych pokoleń.

 

Skontaktuj się z nami