Obrzędy narodzinowe
Poród

Poród zapowiadało "wesołe" wołanie sowy "pójdźki" lub wysypywanie się węgli z pieca - wtedy ciężarna "się rozsypie". Musiał być ukryty przed ludźmi, ale także i przed zaświatami. Dlatego dokonywano szeregu rytualnych czynności mających zapewnić kobiecie i noworodkowi bezpieczeństwo. Poród powinien odbywać się w bezpiecznym miejscu, a takim była własna izba. Ale nierzadko kobiety rodziły w polu czy w stodole, gdy podczas pracy znienacka rozpoczął się poród.
Za szczęśliwe dni dla porodu uważano święta Matki Boskiej, a także czwartek, sobotę i niedzielę oraz dzień, w którym wypadały dni targowe - dziecko będzie miało szczęście w handlu. Natomiast dziecko urodzone w piątek miało mieć ciężkie życie. W Mieleckiem, gdy dziecko urodziło się w piątek, zapowiadało śmierć w wiosce kogoś tej samej płci, samo zaś miało zostać starym kawalerem lub starą panną.
Zarówno izba jak i położnica musiały być do porodu odpowiednio przygotowane.

Czuwała nad tym "babka" - wiejska akuszerka, której pomagała sąsiadka. Ona też opiekowała się dzieckiem i matką przez kilka dni. Za swoją posługę nie brała wynagrodzenia, za to starano się ugościć ją jak najlepiej.
Najbliższa rodzina (mąż, dzieci) na czas porodu opuszczała izbę. Nie dopuszczano by przy porodzie uczestniczyła obca kobieta, bo mogła okazać się czarownicą. Natomiast Łemkowie uważali, że dobrze jest jeśli była obecna znajoma "bosorka", czyli kobieta znająca czary.

Mawiano, że dobrze żeby kobieta rodziła na ziemi, która mogła jej udzielić swojej mocy rodzenia. Być może w ten sposób porody odbywały się w nieokreślonej bliżej przeszłości. Ale później kobiety rodziły w łóżku osłoniętym parawanem z lnianych płacht. Jeżeli matka chciała mieć chłopca, wkładano pod łóżko chomąto, jeżeli córkę - wstążkę.
Przed porodem położnica przepraszała się z tymi, z którymi była zwaśniona lub "nie była w porządku". Gdyby się nie pogodziła mogłaby mieć ciężki poród. Potem kropiono ją wodą święconą. "Babka" zasłaniała okna w izbie, wyjmowała rodzącej z włosów spinki, także szpilki jeśli miała w koszuli, a następnie rozwiązywała wszystkie węzły, otwierała też drzwi i wieka skrzyń, dokonując w ten sposób obrzędowego otwarcia.
Gdyby tego nie dopilnowała, poród mógłby być bardzo ciężki.

Rodząca powinna modlić się, najlepiej odmawiać różaniec. Powinna też mieć przy sobie gałązkę dziurawca, żeby "mamuna" nie odmieniła dziecka. Taki "odmieniec" unikał chrztu i stawał się powietrznym demonem, "latawcem", był "paskudny", z wielką głową, ciągle płakał i był bardzo żarłoczny. Chcąc zmylić "mamuny" zwane też "boginkami" przygotowywano ze szmatek laleczki, często też zwane "mamunami" i zawieszano je nad oknem na zewnętrznej ścianie chałupy.

Przed porodem "babka" smarowała położnicy brzuch i kręgosłup masłem, co miało zapobiec bólom. Dawała też do ucałowania krzyż i obrazki świętych.
Stosowano szereg zabiegów gdy poród był ciężki. W Mieleckiem, żeby kobieta się "otwarła" przerzucano przez koszule położnicy otwartą kłódkę. Przewiązywano też mocno jej brzuch "sznurem św. Franciszka", a następnie odkręcano go mówiąc: Jak ja ciebie rozwijam, tak ty daj łatwe rozwiązanie. Bardzo podobną praktykę znali Łemkowie, którzy położnicę przewiązywali stułą pożyczoną od księdza.
U Łemków, gdy poród się opóźniał, "babka", w czym pomagała jej pomocnica, brała położnicę na plecy i potrząsała nią "żeby dziecko szybciej wyszło". Po porodzie" podawała położnicy dla wzmocnienia wódkę zmieszaną z miodem i smalcem lub z wywarem z ziół albo wywar z rumianku.

Po porodzie łożysko owinięte w czystą białą szmatkę zakopywano w sieni, pod progiem albo w tym kącie izby, w którym stał stół. Mawiano, że wszystkim będzie się szczęściło. Również błonę zwaną czepkiem, przechowywano i gdy dziecko podrosło dawano mu ją, żeby nosiło, to będzie miało szczęście. Oskar Kolberg odnotował, że w Mieleckiem jeśli matka chciała, żeby dziecko miało szczęście, zapuszczała kołtun, który zaraz po urodzeniu jej ścinano.

W Mieleckiem, jeśli w domu umierały dzieci, zanim włożono nowonarodzone niemowlę do kołyski, najpierw wkładano do niej kota i kołysano przez chwilę, co nosiło nazwę "kołysanie kota".
Poronienie uważano za karę boską. W Mieleckiem taką kobietę uważano za "zepsutą".

Kalekie dziecko uważano za "nasienie diabelskie" i było prześladowane przez wszystkich, a kiedy podrosło używano je do najbardziej przykrych prac.
Z chwilą narodzin dziecka zaczynał się czas połogu i trwał do wywodu.

 

Posłuchaj audycji . . .

Czary, mary...

Wesele Grodziskie

Lamenty pogrzebowe

O projekcie

Zgromadzony tu materiał urwala ginące dziedzictwo kulturowe Podkarpacia, popularyzuje kulturę ludową oraz zachowuje jej wartości poprzez dokumentowanie i udostępnienie dorobku twórców ludowych.

Zawiera unikatowe nagrania inscenizacji obrzędów związanych z kalendarzem obrzędowym w regionie. Są to zwyczaje w większości już ginące i dzięki realizacji projektu zostaną zachowane dla przyszłych pokoleń.

 

Skontaktuj się z nami